wtorek, 4 lipca 2017

Złość, cz. 2 – Zamiatana pod dywan!

Sposób, w jaki obecnie przeżywamy negatywne emocje kształtował się na przestrzeni lat. Początku tego wieloletniego procesu można doszukiwać się już we wczesnym dzieciństwie. Naszymi pierwszymi nauczycielami byli rodzice, opiekunowie.
Od nich zarówno poprzez naśladowanie, jak i przez to, w jaki sposób oni reagowali na trudne sytuacje oraz na naszą złość, uczyliśmy się tego, jak powinniśmy przeżywać silne emocje.

Żyliśmy w czasach, kiedy „negatywne” emocje nie były mile widziane. Dzieci, które w bardzo ekspresywny sposób przeżywały swoje emocje (zarówno te rozumiane jako pozytywne jak i negatywne) były postrzegane jako nieokrzesane, niegrzeczne, źle wychowane. Chodziły z przypięta do nich etykietką – złego dziecka. Tak jakby przeżywanie emocji było czymś niestosownym.

Dziś o tym, jak zdecydowana część z nas wykształciła u siebie bardzo sprawnie działający mechanizm radzenia sobie z narastającym napięciem – tłumienie emocji. Do czego to prowadzi u dorosłych i jak może się przejawiać w zachowaniach dzieci?

Zapraszam do dalszej lektury.

Udaję, że wszystko jest w porządku?

Emocje towarzyszą nam niemalże w każdej chwili. Nie jesteśmy w stanie wyeliminować ich z naszego życia. Jedyne co możemy zrobić, to nauczyć się je przeżywać w taki sposób, by w konstruktywny sposób je rozładować, przy jednoczesnym nie krzywdzeniu drugiej osoby. Nasi rodzicie również wychodzili z takiego założenia. Niestety ich realizacja obrała zły kierunek.  Zdecydowana ich większość nie akceptowała złości swoich dzieci i nakłaniała je (pośrednio przez swój stosunek do złości i bezpośrednio poprzez osądy) do tego, aby tłumiły emocje, nie okazywały złości czyli inaczej mówiąc – udawały, że wszystko jest w porządku.

Nie uczono nas tego, jak poradzić sobie ze złością, tylko w jaki sposób ją w sobie stłumić. Teraz niejednokrotnie zdarza nam się, że nadal sięgamy po głęboko zakorzenione w nas mechanizmy obronne i w sytuacjach, kiedy dopada nas wściekłość próbujemy ją tłumić, gdy okoliczności nie sprzyjają jej rozładowaniu, a my nie wiemy w jaki inny sposób, akceptowany społecznie rozładować narastające w nas napięcie. Staramy się w sobie złość stłumić, przeczekać i czasem w warunkach sprzyjających rozładować tę naszą złość. Albo bywa też tak, że tłumimy ją i nie wracamy już do niej. Sięgamy po kolejny mechanizm obronny – wypieranie. Chowamy ją głęboko, zakopujemy i liczymy na to, że nigdy do niej nie wrócimy. I z sukcesem nam się to udaje (brawo my!). Ale niestety ona sama do nas wraca i na nasze nieszczęście – na ogół niespodziewanie i w najmniej oczekiwanym momencie. A wtedy istnieje ryzyko, że w sposób destrukcyjny czy to dla nas, czy kogoś innego pozbędziemy się naszej złości, wyładujemy na kimś lub na sobie frustrację. Dzieje się tak, bo nie zostaliśmy nauczeni tego, jak radzić sobie ze złością. Wprawiano nas natomiast w tym, by „udawać’, że jej nie ma.

 „Grzeczne dziewczynki się nie złoszczą”
„Kto to widział tak się zachowywać?!”
„To nie jest powód do złości!”
„Co się złościsz?”

Czy pamiętacie tego typu stwierdzenia?
Czy zdarza się Wam je nadal słyszeć wypowiadane pod adresem dzieci?
A może ktoś do Was skierował ostatnio podobne zdania?


Iskierka nadziei?

Być może wśród nas są szczęśliwcy, którzy lepiej radzą sobie ze złością. Na przestrzeni lat, mogliśmy się bowiem tego powoli uczyć. Rodzice nie determinują naszego życia jednoznacznie, mają na nie zdecydowanie duży wpływ, ale nie jedyny.

Dlatego tak ważne jest, aby zastanowić się nad tym, w jaki sposób ja radzę sobie ze złością.


JAK RADZĘ SOBIE JA??

Hm….

Najpierw się pouśmiecham, „zamrożę” emocje, a potem… na Ciebie NAWRZESZCZĘ!!!!! I strzeż się, bo nie wiesz kiedy to nastąpi!! Sasasa…

Radziłam sobie ze złością świetnie. Ja – oaza spokoju i cierpliwości. Na szczęście moje i moich bliskich stresorów dużo w moim życiu się nie pojawiało (stosunkowo). Dlatego z sukcesem udawało się panować nad narastającym napięciem (stłumić!), bez ryzyka, że wybuchnę za dni kilka. Zawsze zdążyłam złość  z siebie uwolnić – powoli, stopniowo tak, jak stopniowo uchodzi powietrze z dziurawego balona. Tak było… kiedyś – mąż i jedno dziecko temu…

Jednak… stresory zaczęły się mnożyć, życie zmieniać, a moja strategia radzenia sobie ze złością okazała się zawodzić (Że jak?? Czemu??).
Pierwsza myśl – O matko! Jestem potworem!
Druga myśl – Muszę nad tym popracować.
I pracuję…
Jestem zdeterminowana. A tym bardziej motywuje mnie do pracy nad sobą świadomość tego, jak bardzo moja złość odbija się na moich najbliższych, zwłaszcza na mojej Dzióbolindzie.



Agresja bezcelowa

Tłumienie emocji jest niekorzystne dla nas – to już stwierdziliśmy. Zastanówmy się zatem czym może ono skutkować w odniesieniu do dzieci. Tłumione emocje nie ulegają destrukcji,  ale narastają wewnątrz dziecka. Kumulowana złość może prowadzić do zaburzeń psychosomatycznych lub uzewnętrznić się nieoczekiwanie jako tzw. „agresja bezcelowa”. Stanowi ona reakcję emocjonalną o charakterze impulsywnym – pojawia się nagle, w najmniej oczekiwanym momencie i nierzadko bywa również zaskoczeniem dla samego dziecka. To z kolei powoduje, że dziecko czuje się tym bardziej zagubione w swoim świecie emocji, bowiem nie rozumie swojego zachowania. Nie potrafi pojąć – co go skłoniło do agresywnej reakcji. Bezcelowa agresja może być wyrażona w następujący sposób, np.: dziecko ni z tego, ni z owego kopnie przechodzącą obok mamę, uderzy siedzące obok dziecko, nadepnie na ogon psa, rzuci zabawką itp. bez znaczącej przyczyny (z pozoru). Bezcelowa agresja może być jednostkową reakcją, ale może również narastać, co spowoduje, że pod jej wpływem dziecko np.: niszczy coś, czego następnie żałuje.

Im mniejsze dziecko, tym ryzyko wystąpienia agresji bezcelowej większe. Bywa ona bowiem wyrazem bardzo silnych emocji, nie tylko złości, bo również zazdrości, smutku czy nawet miłości. Emocje w tym małym człowieczku mieszają się ze sobą. Jego jeszcze niedojrzały układ nerwowy jest zagubiony – dziecko nie rozumie, co się z nim dzieje. Targają nim różne silne emocje. Wielu spraw nie potrafi pojąć, co może również skutkować wybuchem złości.


Poznaliśmy jedną z bardzo powszechnych strategii radzenia sobie z uczuciem złości. Jak widzimy, nie niesie ona za sobą konstruktywnych rozwiązań. Chwilowo może się wydawać, że ta strategia spełnia swoją funkcję, bowiem sprawia, że „nie wrzeszczymy”. Długofalowo jednak wyniszcza nas od środka, bo się w nas kumuluje, zjada od wewnątrz. Może przyczynić się do pogorszenia zdrowia zarówno psychicznego, jak i fizycznego. A ostatecznie i tak może znaleźć ujście – w najmniej oczekiwanym momencie, nieadekwatnie do bodźca, który ją wywołał.

Czy zatem mamy pozwolić sobie na rozładowanie złości tu i teraz skoro jej tłumienie nie jest dobrym rozwiązaniem? Oczywiście, że nie! Co zatem powinniśmy począć?

O tym napiszę niebawem :)

c.d.n.



foto: www.pixabay.com

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz