środa, 26 lipca 2017

Nie narzekaj! Słów kilka o wspieraniu marudy

nvc-porozumienie-bez-przemocy
 Ale z ciebie maruda? Czyżby?

Jakiś czas temu miałam okazję przeczytać wpis na blogu www.wymagajace.pl o tym, czy rodzic potrzebuje rad (link tutaj). Po lekturze tego tekstu zaczęłam się zastanawiać nad tym, jak to jest w przypadku innych sytuacji życiowych… jakichkolwiek, mając cały czas w głowie empatyczne podejście do drugiego człowieka.
I zdałam sobie sprawę z tego, że nie raz, nie dwa nie kilka, ale więcej potrzebowałam być po prostu wysłuchaną, obdarzoną empatią. A ludzka chęć niesienia pomocy szła dalej – poprawianie humoru, bagatelizowanie problemu, odwracanie kota ogonem (w dobrej – ponoć – wierze), umniejszanie sprawy (inni mają gorzej) szukanie rozwiązań… itd. Ale to nie tak, że wszyscy inni tak wobec mnie postępowali, a ja (ta mądra!) wiedziałam, czego im do szczęścia potrzeba i robiłam wszystko jak należy. O nie!! Ale… czasu już nie cofnę. Mogę jedynie popracować nad sobą i w przyszłości prawdziwie być przy kimś, gdy ten tego potrzebuje. Bo empatia to pozostawanie w kontakcie z drugim człowiekiem, z jego emocjami i potrzebami. Tak jak on je przeżywa i rozumie. On, a nie pół świata.

Wymarzone życie

Jedna z wielu moich zacnych cech ;) to idealizm, marzycielstwo. I wiecie co… tak się składa, że wiele z moich marzeń (nawet tych sprzed dziestu lat) się spełnia. Pisałam o spełnianiu marzeń o… tutaj i od tamtego czasu zastanawiam się, jak to jest z moimi spełnionymi marzeniami. Czy one same z siebie się spełniły bo los (siła wyższa, Bóg) tak chciał i mnie tym obdarował od tak? Czy może jednak podświadomie cały czas dążyłam do pewnych celów, które przed sobą postawiłam dawno temu i osiągnęłam je przy udziale (mniejszym lub większym) innych osób.

Bez głębszego zastanowienia mogę z marszu kilka spełnionych marzeń (i marzątek) wymienić – długoletni najlepszy przyjaciel, który stał się mężem, pierwsze dziecko przed 30tką (i to CÓRA!!!), salon w ulubionym kolorze, łóżko, na które muszę się wdrapać (generalnie sypialnia, o jakiej za dzieciaka marzyłam :P ), domek/pałacyk (mały domek, a wygląda jak wymorzony pałac), teściowie, których wszystkim życzę!!!, dopisujące wszystkim zdrowie i wiele, wiele innych banalnych i mniej banalnych marzeń.

Jednak… są takie chwile, kiedy mam ochotę usiąść i ponarzekać. Bo są takie rzeczy, których moja dusza pragnie całą sobą i potrzebuje, a ja nie mogę jej tego zapewnić. Wiem – nie można mieć wszystkiego i często nasze wybory są uwarunkowane zasadą to albo to, tu albo tam, coś zyskasz…, ale coś stracisz…

I tak było…
Pewne urealnienie moich najskrytszych marzeń było okupione łzami i ciężką pracą. I czasem ten cień trudu opada jak kurtyna na moje oczy i przysłania mi wszystko to, co posiadam. A wówczas mam ochotę zakopać się pod kołdrę i pojęczeć. I właśnie wtedy potrzebuję Ciebie mój drogi przyjacielu, byś mnie po prostu wysłuchał…
A co czasem słyszałam:
Łeeee Magda, ciesz się. Inni tego nie mają.
Przynajmniej wszyscy są zdrowi.
Masz przecież wspaniałą córkę, co narzekasz.
Inni w pięciu cisną się na 20mkw.
Wszyscy tak mają.
W dupce się poprzewracało (niby w żartach) – weź przestań.

Albo
To może zrób tak, albo tak.
A nie możecie tak?
To pogadaj z…
To zrób…
To powiedz…
To kup…
To sprzedaj…
To…
To…
To

Ale, ale!!!
Mnie nie obchodzą w tej chwili WSZYSCY!!!!!
Tylko JAAAAAAAAAAAAA!!!
Wiem, że dużo (nie wszyscy) ludzi ma podobnie.
Ale teraz to JA mam źle, w środku, w serduszku. Co nie znaczy, że nie doceniam tego, co mam, jak żyję, kto mi towarzysz itd.
Czasami po prostu chcę, CHCĘ pomarudzić, bo coś mi nie pasuje. I chcę to Tobie powiedzieć. I oczekuję, że mnie wysłuchasz i przede wszystkim NIE OCENISZ, ale też nie porównasz i nie dasz złotej rady z worka „na wypadek gdy…”.


Marudzenie

Do naszego pałacykowatego (w moim mniemaniu ;) ) domku przeprowadziliśmy się w połowie lutego 2016r. Pierwszy rok był dla mnie bardzo ciężki. Nadal tęsknię za dawnym lokum, za miastem, mimo iż wiem, jakie udogodnienia (wielorakie) mamy tutaj. Moja dusza jednak krzyczy POZNAŃ!!! Ale już ciszej ;) Na początku było mi bardzo trudno. Mąż proponował weekendy w Poznaniu, ale potem zrezygnował, bo widział, że po każdym takim dniu w mieście – tęskniłam bardziej, bo wspomnienia odżywały.
I niestety, mało kto mnie rozumiał.
Co narzekasz, masz przecież – i tu… długa lista plusów.
I wtedy przyszło mi do głowy porównanie – uwielbiam góry, mogłabym tam spędzać co drugi weekend, wakacje to tylko tam. W spadku odziedziczyłam – domek letniskowy nad morzem (hurra!!!). Tylko, że ja nie przepadam za tego typu miejscami. No ale – ciesz się, masz na wakacje darmowe loku, możesz śmigać co weekend na wakacje nad morzem, zapraszać znajomych. Ale ja się nie cieszę, bo czuję przymus, że skoro domek mam to wypada tam pojechać. A ja bym wolała domek w górach!!

Naciągane porównanie, bo zaraz ktoś powie – to sprzedaj lub wynajmij i kup w górach. No tak, ale nie o to chodzi.
Zapominamy, że to, co nam wydaje się spełnieniem marzeń, dla innego może się okazać kulą u nogi. Że to, co powszechnie uważane za łut szczęścia, dla kogoś innego może okazać się największa życiową porażką. I to odnosi się zarówno do życia prywatnego, jak i zawodowego. No niestety – za dużo porównujemy. 


Zgoda na marudzenie?

Język empatii to język serca, pozbawiony ocen, porównań, skali. Jest ciepły i bliski, wręcz intymny – pozwala na pogłębiony kontakt z emocjami i potrzebami. Dzięki niemu dajemy drugiej osobie do zrozumienia, że jesteśmy blisko, tak blisko jak tylko możemy być. Jesteśmy tu z nim i słuchamy go, czy go rozumiemy? – nie zawsze. Ale słuchamy i staramy się zrozumieć. Próbujemy być w kontakcie z jego emocjami, jakie wywołują w nim sytuacje, zdarzenia, o których opowiada. I pamiętamy, że za emocjami kryją się potrzeby – zaspokojone bądź niezaspokojone. Nawiązanie kontaktu z uczuciami i pragnieniami drugiej osoby nie oznacza, że my przeżywamy je tak samo jak ona. I nawet nie próbujmy. Wystarczy, że jesteśmy. Możemy milczeć, możemy pomagać tej osobie odkryć, co tak naprawdę czuje i czego potrzebuje poprzez zadawania pytań (czujesz smutek, bo…?). Ale nie doradzajmy, nie szukajmy plusów danej sytuacji, jeśli nas o to nie proszą. A tym bardziej - nie porównujmy!  A jeśli nie wiemy, w jaki sposób postąpić – po prostu bądźmy w pełni obecni wobec tej osoby. 

Sami pomyślcie, czy czasem nie macie też tak, że chcecie po prostu, by ktoś wam potowarzyszył w tym przeżywaniu emocji? „Pozwolił” na nie. Pomógł odkryć, która potrzeba woła w tym momencie o uwagę i zatroszczenie się o nią? Pocieszanie, rady…  nie są w tej chwili na miejscu…

[…] empatyczne reakcje nie są po to, aby tłumaczyć i rozgrzeszać, są po to, aby wzmacniać lub odzyskiwać ludzką więź.
Lucyna Wieczorek „Nie mów przepraszam, nie mów kocham. Książka o empatii wobec siebie i innych”


Pomyślcie…



foto: www.pixabay.com



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz