sobota, 1 lipca 2017

Motylandia - jak? gdzie? po co? dlaczego?

Po co to wszystko?

Ten post powinien pojawić się na samym początku, bowiem stanowi wstęp do tego, czym będę się zajmować. Oprócz tego, że pragnę się z Wami dzielić moimi doświadczenia i wiedzą, chciałabym również stworzyć miejsce inspirujące do zmiany i pracy nad sobą. Ponadto zależy mnie na obdarowaniu rodziców dużą dozą wsparcia i zrozumienia, otoczenia ich opieką i wyrozumiałością, na jaką zasługują i jakiej potrzebują.

Od czego się zaczęło?

Śmiem stawiać tezę, że nie ma rodzica, który świadomie i z pełną premedytacją krzywdziłby swoje dziecko (chyba, że mamy do czynienia z osobą zaburzoną bądź chorą psychicznie). Wśród zdrowych osobników dorosłych będących rodzicami nie spotkamy się z takimi, którzy celowo działaliby na szkodę swoich dzieci.  Zakładam bowiem, że każdemu zależy na życiu i zdrowiu własnego potomstwa.
Do zbudowania tej tezy posłużyło mi moje doświadczenie zawodowe (współpraca z rodzicami dzieci szkolnych, z rodzinami dzieci ze świetlicy socjoterapeutycznej, współpraca z rodzinami dzieci z domu dziecka).


Szkoła podstawowa

Obecnie pracuję jako pedagog szkolny w szkole podstawowej w wymiarze 2,5h/tyg. Dzięki temu stale rozwijam swoje kompetencje i umiejętności w pracy z dziećmi i rodzicami. W swojej pracy skupiam się na diagnozowaniu środowiska szkolnego, pracy indywidualnej z uczniami, diagnozie zachowań uczniów, poszukiwaniu ich przyczyn i podejmowaniu środków zaradczych, przy stałej współpracy z dyrektorem szkoły oraz wychowawcami i rodzicami. Wspieram również rodziny poprzez podnoszenie kompetencji wychowawczych rodziców. W centrum mojego zainteresowania są dzieci, to na nich skupiam się w swojej pracy. Dlatego nieustannie rozwijam u siebie zdolność decentracji, aktywnego słuchania, społecznego komunikowania się. Stawiam na autentyczność i sprawiedliwość. Staram się również budować pozytywne relacje z nauczycielami i rodzicami, uważam bowiem, że wszystko, z czym dzieci się borykają, jest wypadkową tego, co je spotyka w domu i szkole.
Mam ten komfort pracy, że z racji bardzo rzadkiej obecności w szkole, moje działania mają przede wszystkim charakter tzw. interwencyjny. Co w praktyce nie oznacza nic innego jak prowadzenie rozmów z dziećmi i ich rodzicami oraz pracownikami szkoły. Analizuję sytuację rodzinną i szkolną  dzieci przede wszystkim pod kątem ich funkcjonowania psychospołecznego. W mojej pracy mało miejsca pozostaje na cokolwiek innego. I to mnie bardzo cieszy. „Papierkologii” jest u mnie zatem stosunkowo mało. Dzięki czemu mogę swoją energię w pełni przeznaczyć na próbę nawiązywania kontaktu z dziećmi i ich rodzicami.

Dom dziecka

Wcześniej miałam okazję pracować w domu dziecka na stanowisku młodszego wychowawcy. Pod względem czasu, jaki tam spędziłam, można by uznać to doświadczenie jako epizodyczne w mojej karierze zawodowej. Jednak każdy dzień w DD był nieprzewidywalny i wyjątkowo bogaty w przeróżnego typu sytuacje. Dlatego uważam ten czas za bardzo bogaty w doświadczenia, które w dużym stopniu wpłynęły na moje dalsze decyzje związane z pracą zawodową.
Ponadto dowiedziałam się, jak wygląda życie w placówce opiekuńczo-wychowawczej – zarówno dla wychowanka, jak i pracownika.

Po pierwsze zrozumiałam, jak ciężką pracę (fizyczną i psychiczną) wykonują wychowawcy i opiekunowie w tego typu placówkach. Często (niestety!) niedoceniani za wkład i zaangażowanie. Dlatego chylę czoła przed wszystkimi, którzy zdecydowali się pracować w takim charakterze. Zwłaszcza osobom, które miałam okazję poznać podczas mojej pracy w DD. Widziałam ich wysiłek i poświęcenie pracy oraz uśmiech i ciepło, jakim darzyli dzieci. Oczywiście (niestety!) nie wszyscy, ale „perełki” wśród wychowawców się znalazły. I dla nich tym większy hołd z mojej strony. Jesteście wielcy!!

Po drugie – poznałam dzieci w różnych (nierzadko bardzo ciężkich) sytuacjach życiowych, które mimo młodego wieku doświadczyły już wiele złego od dorosłych, niejednokrotnie krzywdzone. Dzieci, które zabierane były od rodziców interwencyjnie, nagle na skutek zgłoszenia na policję – w tej rodzinie dzieje się coś złego. Ale też dzieci, które odbierane były rodzicom na podstawie decyzji sądu, której ja nie rozumiałam. Uważałam, że w związku z pewnymi sytuacjami, można było zaradzić problemom inaczej. Mimo możliwości wglądu w sytuację rodzinną wychowanków nie miałam pełnego obrazu ich życia, w związku z czym mogło być tak, że wielu znaczących faktów, które zadecydowały o umieszczeniu dzieci w DD po prostu nie znałam. Tak czy inaczej – powtórzę, pewnych decyzji sądu nie rozumiałam i w duchu się z nimi nie zgadzałam (ja skromny podrzędny pracownik… młodszy wychowawca – co ja tam mogłam wiedzieć…).

Po trzecie – bardzo wniknęłam w te specyficzne realia życia, co było dla mnie pewnym zaskoczeniem. Nie podejrzewałam, że będę potrafiła aż tak zaangażować się w tę pracę.

Po czwarte – miałam okazję poznać siebie w nowej roli za sprawą trudnych sytuacji wychowawczych, jakie zostały przede mną postawione - wybuchy histerii, niepochamowana złość, agresja słowna i cielesna (też skierowana we mnie), rozbudzony seksualizm, choroby, przyjęcie dziecka z interwencji, porzucenie dziecka, awantury rodziców odwiedzających swoje dzieci itd. Ponadto praca z dziećmi w bardzo szerokim przedziale wiekowym (najmłodsze - kilka miesięcy, najstarsze - 17 lat).


Plany na przyszłość
Terapeuta rodzinny i doradca systemowy

Jestem przekonana, że właśnie te doświadczenia najbardziej wpłynęły na kształtowanie się moich dalszych planów zawodowych. Zdecydowałam, że będę pracować z całymi rodzinami udzielając im wsparcia, stąd pomysł na certyfikowany kurs terapeuty rodzinnego i doradcy systemowego. W tej chwili zawieszony, przez wzgląd na moją obecną sytuację życiową.
Kolejnym krokiem miało być stworzenie w świecie wirtualnym, a następnie w rzeczywistym przestrzeni dla rodziców, gdzie będą mogli znaleźć wsparcie.
Miejsca, gdzie będą pozbawieni ryzyka postawienia przed plutonem egzekucyjnym za niedopełnienie obowiązków rodzicielskich.
Gdzie nie spotkają się z oskarżeniami i listą zażaleń wystosowaną pod ich adresem. Gdzie każdy będzie mógł zwrócić się o poradę i pomoc, nie obawiając się tego, że zostanie wyśmiany bądź skrytykowany.
Miejsca, gdzie rodzic będzie mógł przyjść się „wypłakać” i nawet ponarzekać, jeśli to miałoby mu przynieść ulgę, miejsce dla NIEGO.
To tu będzie mógł zrzucić z siebie balast rodzicielski i poszukać ramienia, na którym będzie mógł się oprzeć…


Bo rodzicielstwo mimo swojego uroku i cudowności stanowi poważne wyzwanie, które niesie ze sobą wiele trudu, wyrzeczeń i ciężkiej pracy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz