poniedziałek, 26 czerwca 2017

Przecież ja taka nie jestem!!

O zasobach własnych… nieuświadomionych

Stosunkowo niedawno miałam okazję współpracować z pewnymi osobami, w pewnych okolicznościach, w związku z pewnymi dla nas wspólnymi celami, w pewnym miejscu. O szczegółach tego pewnego przedsięwzięcia napiszę za jakiś czas, jest to bowiem bardzo istotne, ale akurat nie na ten moment.

Ważne natomiast jest to, do jakich wniosków… uświadomionych na temat spraw… być może nieuświadomionych, indywidualnie, a zarazem wspólnie, doszliśmy.

O zasobach…

Każdy z nas zasobami dysponuje. Z pewnej ich części zdajemy sobie sprawę. Jesteśmy z nich dumni, niejednokrotnie bazujemy na nich, czy to np.: w kontaktach prywatnych, czy zawodowych. Odwołujemy się do nich. A gdy słyszymy informacje zwrotne od innych ludzi, którzy potwierdzają słuszność naszych sądów na temat nas samych, to tylko utwierdzamy się w przekonaniu o tym, jakie są nasze mocne strony. Czyż nie lubimy takich sytuacji?
Zdarza się jednak również tak, że co prawda ktoś dostrzega w nas w pełny wór zasobów, mocnych stron, mówi o nas w samych superlatywach, ale… my się z tym nie zgadzamy. Zaskakuje nas opinia tej osoby na nasz temat. Mało tego – nigdy byśmy nawet w ten sposób o sobie nie pomyśleli. I co więcej – niejednokrotnie to, co w oczach innych uchodzi za pozytywną cechę, w naszym mniemaniu jest czymś przeciwnym i my byśmy bardzo, ale to bardzo nie chcieli takową cechę posiadać. A oni wbrew nam zaciekle twierdzą, że właśnie tak nas widzą. No… NIEEE!!
 I co wtedy?


Może Ci posłodzić?

Wróćmy do pewnych ludzi w pewnym miejscu, przed którymi zostało postawione pewne zadanie. Przyglądając się ich poczynaniom wspólnie odpowiemy sobie na pytanie:

Co w sytuacji, kiedy inni dostrzegają nasz potencjał tam, gdzie my tego nie widzimy? Czy cechy, które nam inni przypisują,  posiadamy faktycznie? Ale dlaczego się z tym nie zgadzamy?

Podzieliliśmy się na grupy trzyosobowe i udaliśmy do osobnych pomieszczeń, by mieć możliwość szczerej i dyskretnej rozmowy. Z podpowiedziami w postaci czterech pytań zapisanych na kartkach zabraliśmy się do pracy. A zadanie było następujące. Dwie osoby prowadziły dyskusję na temat trzeciej osoby z grupy bazując na pytaniach zapisanych na kartkach. W sumie jako grupa musieliśmy przeprowadzić trzy rozmowy, by każdy miał możliwość posłuchać, co na jego temat mówią pozostali. Pytania wspomagające przebieg rozmowy odnosiły się bardziej lub mniej do zasobów, jakimi dysponuje (w naszym mniemaniu) osoba, o której rozprawialiśmy. Ponieważ nie znamy się zbyt dobrze, a może trafniejszym byłoby określenie – znamy się bardzo słabo, musieliśmy bazować na wrażeniu, jakie dana osoba na nas do tej pory zrobiła. Czysto hipotetycznie rozmawialiśmy na temat mocnych stron tej trzeciej osoby, jej zasobach, tego, co inni w niej cenią, co dla niej stanowić może najwyższą wartość itp.

Za słodko?

I co się okazało?
Oczywiście cel tego ćwiczenia był zupełnie inny, ale przy okazji doszliśmy do następujących wniosków – oczywistych, a zarazem w pewnym stopniu zastanawiających.

Każdy z nas robi wrażenie na drugim człowieku. Wydaje nam się, że jest ono takie, a nie inne. Czasem jest inne, od tego, jakie nam się wydaje, że jest. Czasem jest dokładnie takie, jakie myślimy, że jest. Czysta zależność, na którą wpływa wiele czynników.
Nawet jeśli wyjątkowo się staramy (bardziej lub mniej świadomie) być odebranym w określony sposób, nie mamy tak naprawdę większego wpływu na to, jak nas dana osoba postrzega. W dużej mierze zależy to bowiem nie tylko od nas, ale również od tego, kim nasz rozmówca jest i jaki jest oraz od tego, w jakim stanie emocjonalnym był w momencie poznania nas, w jakich okolicznościach nastąpiło poznanie (i wiele innych czynników zarówno osobowościowych, jak i społecznych).


Dwie kostki cukru

Na ogół różni ludzie myślą podobnie na nasz temat, jeśli poznają nas w tych samych okolicznościach. Podobnie, nie znaczy jednak tak samo, identycznie. Podczas naszego ćwiczenia zaobserwowaliśmy, że określone cechy, wybijające się na pierwszy plan, zwróciły uwagę rozmówców, ale nie zawsze ich interpretacja była identyczna. Co to oznacza? Na podstawie tego, jaki stosunek do danej cechy miała konkretna osoba, można było domniemywać, jak ją postrzega (czy jest dla niej wartością, czy jest dla niej ważna itp.). A tym samym – jak postrzega posiadacza danej cechy.
Ponadto okazało się, że ludzie dostrzegają już nawet subtelne cechy wyróżniające nas spośród innych. Wydają się im one jednak na tyle jaskrawe, że zaczynają o nich mówić.  Inne z kolei dostrzegalne były przez jednego z rozmówców, a przez drugiego pomijane.

Mimo wszystko jednak obraz naszej osoby zaprezentowany hipotetycznie przez dwie osoby rozprawiające nasz temat w naszej obecności był raczej spójny i posiadał dużo cech wspólnych. A co my na to?
Oczywiście okazało się, że część z przypuszczeń jest trafna, a inne całkowicie mijają się z prawdą – ale zaznaczam – w naszym osobistym odczuciu. Część nas zadziwiła pozytywnie, a część negatywnie (zaleta wg osoby A, może stanowić dla osoby B wadę).

Zaczęliśmy się zatem zastanawiać, na ile nietrafione przypuszczenia na nasz temat są chybione bo błędne, a na ile chybione, bo przez nas niepoznane (wiedza na temat własnej osoby jest ograniczona). Może jest tak, że do pewnych obszarów naszej psychiki dostępu nie mamy w związku z czym nie zdajemy sobie sprawy z tego, że posiadamy dane cechy, które prezentujemy na zewnątrz? Sami je odrzucamy, bo właśnie nie zdajemy sobie z nich sprawy? A jeśli do tego dodamy pejoratywny odbiór danych cech (w naszym odczuciu) to tym bardziej nie dajemy zgody na ich istnienie?

Mnie osobiście to bardzo zainteresowało. Bo co do pewnej mojej cechy była pełna zgodność wśród osób, które ledwo mnie znają. Ale… podobnie o mnie myślą osoby, które znają mnie bardzo dobrze. I jest to piękna cecha, byłabym z niej dumna, gdybym… sama uważała, że ją posiadam…
I właśnie… w tym momencie zaczęłam zastanawiać się nad tym, na ile faktycznie posiadam jakąś cechę i nie zdaję sobie z tego sprawy, bo jest ona nieuświadomiona, a na ile jej po prostu nie posiadam tylko… świetnie odgrywam rolę posiadacza tej cechy (i tu też nieświadomie). Nie dawało mi to spokoju i cały czas o tym myślę, ale obecnie już w nieco innych kategoriach


Kilka ziarenek cukru na drogę

Po tym ćwiczeniu miałam okazje rozmawiać, z jedną z tych „pewnych” osób. I ona powiedziała do mnie tak:
Zapamiętaj to, co o Tobie inni powiedzieli. Zwłaszcza to, z czym Ty osobiście się nie zgadzasz, bo uważasz, że to nietrafiona wręcz mylna opinia na Twój temat. Zastanów się nad tym i uczyń z tego Twój zasób. Skup się na nim. Bo może po prostu nie jesteś świadoma tego, co posiadasz, a oni pokazali ci to.

I tak też zrobiłam!
Wszystko, co zostało mi powiedziane, a już wcześniej było zasłyszane od innych wzięłam sobie głęboko do serca. To we mnie jest, kiełkuje i zwraca coraz to większa moją uwagę. Pragnę uczynić to moim zasobem, moim atutem, tym bardziej w pracy zawodowej. Bo tu akurat to się sprawdzi idealnie… A co to takiego? Pozwolę to przykryć kurtyną tajemnicy. Może uda nam się spotkać i wtedy odkryjesz we mnie to, co inni zobaczyli.

A ty?
Co takiego słyszałeś na swój temat, co Cię pozytywnie zaskoczyło?
Co może zakiełkować? Czego nie wiesz na swój temat, a powtarzają Ci inni? Może najwyższy czas się temu przyjrzeć z bliska?
Może masz w sobie skarb, który nosisz nieświadomie…
Może warto zdać sobie w końcu z tego sprawę.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz